Nasz Blog, czyli artykuły o architekturze

Październik 4, 2014

Kolejowy zabytek

Wojny nigdy nie były łaskawe dla architektury. A nam na domiar złego przyszło jeszcze żyć w miejscu, gdzie co kilkadziesiąt lat maszerowały różne wojska i to we wszystkich kierunkach. Możemy dziś z zawiścią spoglądać na Anglików, któ­rzy trzymają w domach porcelanę po przodkach z XVII wieku, podczas gdy nam trudno byłoby skompletować zastawę nawet sprzed lat pięćdziesięciu.

Tak samo trudno jest znaleźć budynki, które przetrwały osta­tnią wojnę bez uszczerbku, za­chowując pełnię swej świetno­ści. Najwięcej jest takich, które coś straciły – to kontekst, to wy­strój, to charakter. Jest wśród nich także, niezwykle niegdyś piękny, szpital św. Karola Boromeusza, dzisiaj zwany Kolejo­wym.
Wszystko zaczęło się 21 listo­pada 1867 roku, gdy do Szczeci­na zawitały trzy siostry boromeuszki. Przybyły na prośbę szcze­cińskiego proboszcza ks. Vogta, który zaprosił je z Trzebnicy na Śląsku, gdzie Kongregacja GW Karola Boromeusza miała swoją siedzibę. Siostry początkowo osiadły w jednym z podszczecińskich szpitali, gdzie zajmowały się opieką nad chorymi, ale gdy w latach 1870-71 trwała wojna między Francją a Niemcami, przybyły do Szczecina, aby nieść pomoc rannym żołnierzom. Ich ambicją było założenie szkoły, lecz ówczesne prawo nie zezwa­lało na organizowanie szkół ka­tolickich a i bardzo ograniczone możliwości finansowe jednej katolickiej parafii w Szczecinie nie czyniły tego problemu ła­twiejszym. Trudności finansowe spowodowały także, że parafia szczecińska nie mogła zapewnić utrzymania siostrom i kto wie, jak by się ta historia skończyła, gdyby nie pomoc jednego z bo­gatych szczecińskich kupców.

W 1871 roku siostry otrzymały od władz miejskich, które wresz­cie doceniły ich pracę, dom przy placu Mariackim. Siostry szybko zmieniły ten dom na działkę przy dzisiejszej alei Wyzwolenia 52, gdzie stał wówczas stary dom z wielkim ogrodem. Siostry za­gospodarowały posiadłość, a po ustawieniu przed domem figury św. Karola Boromeusza otworzy­ły tu dom opiekuńczy dla cho­rych i bezdomnych.
Dom był jednak wysłużony i niezbyt nadawał się do długo­trwałego użytku. Powstał przed 1873 r. poza murami Szczecina, a ówczesne przepisy nie pozwalały, ze względów strategicznych, na wznoszenie trwałej zabudowy na przedpolach fortów. Tak więc już w 1910 roku przystąpiono do prac przy budowie nowego domu sióstr i ich podopiecznych.
Sprowadzony z Berlina archi­tekt zaprojektował efektowny kompleks w stylu neobaroku ze szpitalem, klasztorem i kościo­łem połączonymi w jedną malow­niczą całość.
Zespół nie powstał jednocześ­nie. Najpierw wybudowano szpital, aby zapewnić jak naj­szybciej pomoc potrzebującym, potem postawiono dom dla sie­rot i wreszcie, jako ukoronowa­nie dzieła, stanął piękny neobarokowy kościół ze wspania­łym, wolutowym szczytem.
W miarę upływu czasu Funda­cja św. Karola Boromeusza, bo taką oficjalną nazwę przybrała organizacja sióstr boromeuszek, stawała się coraz bardziej samo­wystarczalna. Zakład posiadał własną kuchnię, piekarnię, pralnię, a wreszcie wybudowa­no żłobek dla najmłodszych po­dopiecznych.
Popularność szpitala z każ­dym rokiem się zwiększała, a miejscowy kościół stał się głów­nym ośrodkiem wiary katolic­kiej w Szczecinie, także gdy w 1935 roku ustanowiono tutaj pa­rafię, skupiła ona około 2000 wiernych.

Przez całą prawie II wojnę światową bomby i pociski omija­ły szpital św. Boromeusza. Do czasu. W sierpniu 1944 roku spa­dły na budynek szpitala i na koś­ciół. Straty były na tyle duże, że nie można było ich usunąć, tak więc siostry przeniosły pacjen­tów do piwnic, szybko improwi­zując tam sale i pokoje dla cho­rych. Tam stan rzeczy utrzymał się do 1945 roku. Gdy wojna się skończyła, siostry boromeuszki opuściły swą siedzibę i Szcze­cin.
Zrujnowany budynek przejęła dyrekcja PKP przeznaczając go po odbudowie na szpital kolejo­wy.
Niestety – nie odtworzono je­go piękna, kryjącego się we wspaniałych, mansardowych dachach, barokowych szczytach, pilastrach i portalach. Uprosz­czono wszystko, co dało się uproście. Zamiast mansard do­dano po jednej kondygnacji i zrobiono płaski dach, nie odtwo­rzono wolutowego szczytu daw­nego kościoła, upraszczając tak­że dekorację zewnętrzną. Pilastry rozczłonkowujące ściany kościoła i przytułku pozbawiono głowic, a ze ścian skrzydła szpi­talnego zerwano większość bal­konów i dekoracji.
Dzisiaj urok tego obiektu kry­je się w niezmienionej formie przestrzennej i śladach dawne­go wystroju, którego przykła­dem może być piękny, neobarokowy portal w bocznej fasa­dzie budynku szpitalnego. War­tości te zostały dostrzeżone przez służby konserwatorskie i w 1990 roku szpital wpisano do rejestru zabytków woj. szcze­cińskiego.

I wtedy stała się rzecz cieka­wa. Otóż dyrekcja PKP stanow­czo się temu sprzeciwiła, widząc zapewne w tym zagrożenie dla ewentualnych planów moderni­zacji i remontów, w których mu­siałaby uwzględniać zabytkową wartość obiektu. Mimo tego jed­nak, szpital sióstr boromeuszek trafił do rejestru zabytków, a wraz z nim kompleks zieleni parkowej, która mu towarzyszy, piękne ogrodzenie od alei Wy­zwolenia i budynek portierni wraz z bramą wjazdową.
Opracowane zostały też wy­tyczne konserwatorskie, w myśl których przy ewentualnej reno­wacji budynku musiałyby być odrestaurowane mansardo­we dachy i szczyty. Jest więc na­dzieja, że być może kiedyś ten stary szpital odzyska swoje utra­cone piękno szlachetnego baro­ku i właściwe miejsce wśród najpiękniejszych budynków na­szego miasta.

Leszek HERMAN

W powyższym tekście wykorzysta­łem publikację p. Bogdana Frankie­wicza „Szpital św. Karola Borome­usza Spotkania z zabytkami” oraz materiały historyczne WKZ. Artykuł ukazał się w szczecińskim dodatku do Gazety Wyborczej 10-02-1994r



Marcin Herman

About Marcin Herman

  •